piątek, 1 lipca 2011

1.07.2011

Głowa mnie boli już trzeci dzień. Właściwie to nie boli ale napieprza!

Tydzień minął nawet nie wiem kiedy. Wstawałam w środku nocy, chodziłam spać o północy, jeździłam telepiącymi się pociągami w towarzystwie nawiedzonych idiotów, walczyłam z Żabą (czyli moim wymarzonym_samochodem_który_okazał_się_życiową_porażką).

Może krótki skrót z tygodnia?

W poniedziałek pobudka o 2.oo. Sprint po bilet. Przecież na co komu kasy czynne kasy biletowe na dworcu? Każdy przecież WIE, że dyżur pełni taka jedna przy bocznym wejściu. Sprint do pociągu... przecież każdy WIE z którego peronu pociąg odjeżdża. Na co komu takie fanaberie jak ogłoszenia przez megafon czy napis na peronie. Też mam zachcianki. Za to pociąg na szczęście zagraniczny więc i komfort jazdy normalny.
Potem krótki spacer po Ogromnym Mieście z przerywnikiem w postaci testu wiedzy. Test poszedł dobrze. Zostałam zaproszona na środę. 
We wtorek wizyta w Dużym Mieście i test wiedzy. Niestety. Nie nauczyłam się ustawy na pamięć. I kurwa nie jest to przenośnia. Z testu wynikało, że było to konieczne. Bo jak wytłumaczyć pytanie:
"Paragraf 5758 art. 3895 punkt 4866 wskazuje na to, że obbywatel powinien:
- mieć ze sobą coś tam coś tam
- mieć ze sobą coś tam coś tam
- mieć ze sobą coś tam coś tam"
Mam przeczucie, że jedna osoba spośród 34 wiedziała co odpowiadać. Cała reszta była w szoku. I w szoku poszła sobie do domu.
W środę znów po 7.oo zjawiłam się w Ogromnym Mieście. Rozmawialiśmy sobie miło. Obiecali oddzwonić. Podróż powrotna to po prostu... ciężkie przeżycie. Doprawdy... koleje polskie... brak słów.
W czwartek byłam w Dużym Mieście. Okazało się, że rozmowa była niczego sobie a test... się był zepsuł. Dziś pojechałam tam ponownie. By go powtórzyć.
Dzwoniła też Pani z Ogromnego Miasta by powiedzieć: "Niestety".
Pani z Dużego Miasta będzie dzwoniła w przyszłym tygodniu. Albo nie.

I tak oto minął tydzień. Pracy ciągle nie ma. No cóż... A już polubiłam stolicę ;-) I znalazłam mieszkanie ;-)
Za to na głównej stronie Gazety.pl ukazał się artykuł, który dał mi jednak cień nadziei. Oby pisali prawdę a Prezes dotrzymał słowa.
Może już za niedługo będę sobie chodziła spokojnie do pracy?

Do tego żaba znów próbuje mnie wykończyć. Wysiadła jej dmuchawa. Wycieraczki powiewają smętnie na wietrze. Sprężyna w fotelu strzeliła. Teraz już nie wsiadamy do tyłu. I już. Do tego na skrzyżowaniu ze światłami zaklinowały jej się biegi i stałam i walczyłam z nimi. I szybko obmyślałam na który krawężnik zjechać. Pomijam fakt, że NIE BYŁO gdzie zjechać. Na szczęście biegi zaskoczyły i pojechałam dalej. Cieszę się, że była 3.oo i znikomy ruch na drogach. Stałam tam 2 zmiany świateł. W godzinach dziennych już by sie utworzył GIGANTYCZNY korek. Miejsce bowiem było uczęszczane.
Pora coś z nim zrobić.

Dziś czuję się jakbym zsiadła z karuzeli. Padam na twarz. Tak jak pisałam wyżej głowa mi siada. Potrzebuję wakacji.

A... i byłabym zapomniała... kolejne 2 CV poszły w świat. No, cóż... walczyć trzeba. Trzeba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz