czwartek, 23 lutego 2012

23.02.2012

Wzięłam i się zdobyłam. Zadzwoniłam.
Zadzwoniłam do firmy, która sprawdzi moją zdolność kredytową.
Chcę sprawdzić czy moje marzenia da się zrealizować. Chcę wiedzieć czy mam szansę być wolną. Choć zdaję sobie sprawę, że kredyt na 30 lat to żadna specjalna wolność ;-)
Tak więc wizualizuję moje mieszkanie. Małe, przytulne. Moje :-)
Tak. Wiem. Spłacane do końca życia. Jednak czuję, że to jedyna droga by być Panią_Sobie. Nie mam już sił by żyć dłużej tak jak żyję. Żadnych więcej wyrzutów, pretensji i żalów do mnie. Żadnego jęczenia.

poniedziałek, 20 lutego 2012

piątek, 17 lutego 2012

17.02.2012

Właśnie zamontowałam głośniki do kompa. Sączy mi się jezzzzzz :-)

Właśnie usłyszałam, że na południu może popruszyć śnieg. POPRUSZYĆ?! Wyszłam z domu o 6.oo i sypał się z nieba. Nie "pruszył". Ciągle tak sypie. CIĄGLE!!!


Powolutku ładuję baterie do aparatu.
W weekend będę fotografowała moją imprezę kuligową. I będą tańce, ognisko i oczywiście kulig ;-)
Już się cieszę.
Rycerko. Przybywam!

czwartek, 16 lutego 2012

16.02.2012

Świat daje mi ostatnio znać, że powinnam się skupić na życiu. Tak przynajmniej ja go odbieram. Nie wiem. Może go źle rozumiem? Przestać tyle myśleć i kombinować. Zaprzestać przemyśleń, które i tak prowadzą donikąd. Nie roztrząsać każdego gestu na czynniki pierwsze. Nie użalać się nad sobą. Po prostu żyć. Tak by później nie żałować zmarnowanych szans i okazji.

The Curious Case of Benjamin Button.
Włączyłam sobie wczoraj i patrzyłam. Podobał mi się ten film. Można powiedzieć, że był dopasowany do mojego stanu ducha ;-)

środa, 15 lutego 2012

15.02.2012

Wiem. Powtarzam się. MUSZĘ mieć radio. Opcjonalnie głośniki do komputera. Właściwie to wolę głośniki. Właśnie włączyłam muzykę w komórce. U mnie to oznacza początek szaleństwa.

Do tego śnieży. I nie. To nie są opady śniegu. Tego cholerstwa napadało już po kolana! Dosłownie.  Miało już być wiosennie!
Biurko dostawione mam frontem do okna. Na wysokości niskiego parteru. Za oknem choinki i chaszcze jakieś. Teraz wszystko zasypane śniegiem. I ciągle go przybywa! Niby widok piękny... taki landszaft zimowy. Tylko, że miałam już plany gdzieś motorem śmignąć a tu... dup*.

wtorek, 14 lutego 2012

14.02.2012

Chwila nieuwagi i nagle się okazało, że zamiast gabinetu szefowej mam biuro dla trzech pracowników. Nie wiem co ona na to gdy wróci z wolnego. Może mi na zawał zejść.
Ale zero stresu. Wróci to będzie myślała co z tym dalej ;-)

14.02.2012

Siedzę sobie spokojnie w pracy. Zbyt spokojnie. Cisza. Nic się nie dzieje. Moja szefowa ma wolne. Jestem panią na włościach. Dwa puste pokoje biurowe. Dosłownie puste. Meble w kartonikach stoją poustawiane pod ścianami. Czekam na ich poskładanie a wtedy ruszę do pracy. Układanie i układanie. Na razie mam tylko biurko i jedno krzesło. Pełnia szczęścia i radości. Brak mi tylko jakichś dźwięków. Muszę znaleźć gdzieś jakieś głośniczki do komputera bo oszaleję w tej zupełnej ciszy. Jeszcze parę godzin i zacznę chyba gadać sama z sobą. No i brak mi też jakiejś szafki na pierdółki. Bez niej będzie ciężko.
Po raz kolejny mebluję swoje biuro. W poprzednim, które stworzyłam zostałam aż 10 lat. Mam nadzieję, że tu też długo zabawię ;-)


A wiesz co? Na ręce mam cudo. Zegarek, który dostałam od Anioła. Jest taki jak być powinien ;-)
I nie. Nie obchodzę Walentynek. Jakoś nie umiem się przestawić na radosne świętowanie czegoś co powinno się świętować cały rok. Żadnej radości i miłości na zawołanie.
My widzimy się jutro i będziemy się w siebie wczepiali też jutro ;-)

poniedziałek, 13 lutego 2012

13.02.2012

Ostatnio wokół mnie umierają ludzie.
Niektórych znam osobiście, innych znam poprzez znajomych, innych tylko ze słyszenia.
Nie ma reguły. Ktoś długo chorował, ktoś zmarł nagle.
Jakoś ten rok rozpoczyna się niemiło.

Siedzę w pracy sama. Zmarła mama mojej koleżanki z biura.

Smutek.

13.02.2012

Od jakiegoś czasu gdy widzę coś co by mu sprawiło radość to po prostu to kupuję. Nie są to jakieś wielkie i drogie prezenty ale się zdarzają.
Parę dni temu przeglądałam zegarki w necie. Szukałam czegoś dla siebie. Tak do chodzenia na co dzień, na ogromnie szerokim pasku. Znalazłam i przesłałam link z zegarkiem Aniołowi. Miał zobaczyć i powiedzieć czy firma będzie dobra i czy mi po tygodniu go szlag nie trafi. Zobaczył i kupił. Już do mnie idzie. Powinien być na dniach. Na moje pytanie dlaczego mi go kupił usłyszałam, że skoro ja mu czasem robię różne prezenty to on mi też miał ochotę coś sprezentować. I że NIE! To nie było z okazji Walentynek! Oby. Przecież ich nie obchodzimy.
Bardzo się ucieszyłam z tego prezentu. Poczułam, że mi się Anioł rozwija ;-) Już wie, że lubię gdy przywozi mi pierdółkę z podróży i wie że się z nich cieszę. Wie, że nie chodzi o gabaryt czy cenę pamiątki ale o fakt jej przywiezienia ;-) A teraz to :-) Nie powiem. Miło mi.