wtorek, 30 lipca 2013

jak na razie

Jak na razie to żyję, nie myślę i się nie zamartwiam i nie przetwarzam.
Pojechałam na weekend ze znajomymi i Aniołem do Złocieńca na zlot.
Pogoda była bajeczna choć możesz mi wierzyć, że powrót moto w 40 stopniach nie należał do przyjemnych. Na szczęście mam tylko spaloną lekko twarz. Innych strat brak! A tak to tam mniej więcej wyglądało:







czwartek, 25 lipca 2013

sen kontra rzeczywistość

Miotam się. Próbuję przeczekać aż samo się to wszystko rozwiąże! Nic nie będę robiła bo działania nie przynoszą skutku! Z jednej strony mam dość Anioła a z drugiej nie chcę go stracić. A z trzeciej to mam ochotę być z kimś kto będzie bardziej "dorosły". Chciałabym ale boję się podjąć jakąś decyzję. Czekam sama nie wiem jednak na co.

Tatik wrócił z pracy i odgrzewam dla nas obiad. Tak jak zawsze. Tak jak codziennie przez x lat. Podałam mu go, siadam naprzeciw niego i rozmawialiśmy o  pierdołach. Jak zawsze. Nic się nie zmieniło. On mi pokazuje dłoń w której brakuje mu palców i opowiada jak to się stało. Bo ręka już dawno zagojona. I potem tak siedzimy naprzeciw siebie w kuchni. Jemy obiad i gadamy sobie.

Sen. Tak to był sen. Śnił mi się jakieś dwa tygodnie temu. Jest to dziwne o tyle, że ja nie miewam snów. Może mam ale NIGDY ich nie pamiętam. Po drugie ojciec śnił mi się tylko raz. A zmarł już dobrych parę lat temu. On mi się nigdy nie śni.
Po trzecie to mój tatik miał wszystkie palce. I nawet w tym śnie odczuwałam przez sen zdziwienie. Zdziwienie, że ich nie ma i zdziwienie, że się nie dziwię, że ich nie ma.

Śniło mi się to i już. Nie drążę. Widocznie czasem i mnie się coś śni. Nic w tym nadzwyczajnego. Nie miewam przeświadczenia, że sny coś znaczą, czy o czymś uprzedzają.
Anioł pojechał w weekend w cholerę przed tym wkurwiając mnie niemiłosiernie! Koniec. Umówiłam się z facetem, który zaproponował mi kawę. Poznaliśmy się przez net. Nigdy go nie widziałam.
Spotkaliśmy się i gadaliśmy przez 3 godziny. Nawet nie wiem kiedy ten czas przeleciał. Był fajny ;-) I dopiero po 2 godzinach siedzenia naprzeciw niego zauważyłam, że nie ma palca. I nic. Przeszłam nad tym do porządku dziennego. Tak jakbym zauważyła, że ma pieprzyk. Dopiero wczoraj. Trzy dni po spotkaniu dotarło do mnie, że miał go obcięty tak jak miał we śnie mój tatik.

Szok. I sama nie wiem czy to jednak jakiś znak? A może tylko sen i już ;-)



piątek, 19 lipca 2013

porządki

Iw zadała ciekawe pytanie. Zapytała: "Też lato przeznaczacie na porządki wokół siebie i naprawy?"
Najpierw pomyślałam, że tym razem wyjątkowo nie. Jednak po chwili dotarło do mnie, że jednak tak. Robię porządki i naprawiam swoje życie. Postanowiłam skończyć pewien etap życia. Mam dość. I właśnie teraz to robię.
Wychodzi na to, że albo się porozumiemy i będzie po mojemu (męczyć się dłużej nie mam zamiaru) albo się skończy pewien etap życia. Albo, albo wyjaśni się w przyszłym tygodniu. Tak sobie myślę. O ile się już nie wyjaśniło.
I już.
Myślę, że mi ulżyło.

czwartek, 18 lipca 2013

i wszystko jasne

"Nie możesz ze mną tam jechać bo tam mnie zna dużo ludzi".

Koniec. Kurtyna w dół.





W ramach wyjaśnienia: nie, nie spotykam się z żonatym kolesiem. Rozwiódł się. Dwa lata temu. Dzieci małych też nie ma. Córy mają 25 i 23 lata.

środa, 17 lipca 2013

sukces

Osiągnęłam ogromny SUKCES. Po dwóch tygodniach udało mi się dodzwonić do banku, przebić przez infolinię i porozmawiać z KOMPETENTNĄ osobą i ustalić pewne fakty.

Czuję, że teraz powinnam już tylko siedzieć i do wieczora napawać się sukcesem ;-)

Dzisiejszą notkę "sponsorował" Bank ;-)

środa, 10 lipca 2013

benefity

Znalazłam super ofertę pracy. Aplikuję! Nie, żebym miała jakieś szczególne ochoty  na zaszczyty i SAMOREALIZOWANIE się w pracy ale oferują:  "Atrakcyjny pakiet benefitów m. in. prywatną opiekę medyczną, dodatkowe ubezpieczenie, deputat piwny". Pierdykać opiekę medyczną ale oni dają PIWO! Dają PIWO! 
Wiem. Nie lubię piwa ale może znajdę jakiś gatunek odpowiedni dla mnie.
Jakoś mam wrażenie, że to delikatna sugestia, że u nich na trzeźwo się nie da pracować ;-) 


wtorek, 9 lipca 2013

jakoś tak

Niebardzo się czuję. Sama nie wiem dlaczego.
Niby słońce wreszcie przyszło. Lato w pełni. Prawdziwe takie. A ja bez życia.
Dziś przychodzi gość od kompletu wypoczynkowego. "Od razu wiedziałem, że to się spruje". Zen i kwiat lotosu! Nie powiedziałam mu co mi się samo cisło na usta. Zabierze i naprawi. Oby. Mam jednak niejasne wrażenie, że na tym jednym razie się nie skończy.

A jutro rocznica śmierci Johna.
Czwarta. Ten czas zapierd*** aż strach. Przygnębiające to. W dodatku ciągle mi go brakuje. Tego jego poczucia humoru i spokoju jaki wnosił w życie.
Może to dlatego mam taki humor kiepskawy?
W czwartek jadę zapalić mu znicz. Motorem. Obowiązkowo! Razem z Martinem i Szamanką.

poniedziałek, 8 lipca 2013

i już poniedziałek

Z piątku na sobotę rozpętała się burza, która spowodowała, że rybki pływały po trawniku. Namioty się połamały. Nie przeszkodziło to jednak gospodarzowi w tym, by wieczorem odbył się urodzinowy grill.
Strach się bać ale ja już chodzę na takie imprezy jak 50 urodziny do SWOICH kolegów!
W niedzielę dogorywaliśmy nad jeziorkiem i dziś ledwo żyję. Nie tylko ze zmęczenia. Komary zrobiły sobie ze mnie barek przekąskowy. Bufetem z daniem głównym był jednak Anioł. Ciekawie wyglądał z aureolą z komarów ;-)