środa, 29 sierpnia 2012

29.08.2012

Wczoraj usłyszałam pewne zdanie, które sprawiło, że się zapowietrzyłam.
Chciałam wyjaśnić czy dobrze usłyszałam. Nie będzie mi jednak spotkać tej osoby przez cały miesiąc. Mam wrażenie, że po wyjaśnieniach już później jej nie zobaczę. Nieodparte wrażenie. A przynajmniej nic nie będzie tak jak było. Może to jednak dobrze? A może to PMS? Może pora zrobić kolejny krok w porządkowaniu życia?

Na razie poczekalnia. Siedzę sobie i czekam. I staram się ćwiczyć cierpliwość.

wtorek, 28 sierpnia 2012

28.08.2012

Kupiłam mieszkanie.
Nie obyło się bez kredytu. Mam wrażenie, że taki zakup bez pożyczki w dzisiejszych czasach udaje się tylko nielicznym. Wzięłam więc kredyt. Mam stres. Bo co to będzie jeśli... ? Przed jego wzięciem liczyłam w tę i nazad czy go wziąć i jaka mogłaby być rata by w razie czego mnie od razu nie pokonała.
Już go mam. Teraz trzeba żyć. Tak by w razie załamania nie zostać na lodzie. Tak ja to widzę. Tym bardziej, że nie wystarczy puste mieszkanie. Puste ściany. Coś do niego jeszcze trzeba.
I teraz najlepsze.
Większość ludzi, które są w moim otoczeniu oczekuje, że mieszkanie to będzie w pełni wyposażone i umeblowane. Będą w nim wszelkie niezbędne a nawet zbędne rzeczy. Już. Dlaczego nie? A tam widziałam śliczną lampę. A tam widziałam super meble, a tam była świetna kanapa, a tam były nowe meble kuchenne, a tam śliczna zastawa, a tam super szafeczki, a tam...
- Już minęły prawie dwa miesiące a ty masz jeszcze nie umeblowane mieszkanie? Nie masz TV? Nie masz ....? Nie masz żyrandola?! Wystarczy przecież kupić!
Nie mam. I nie będę miała. Mam inne priorytety. Wolę nie żyć z dnia na dzień. Wolę by mój budżet miesięczny nie wyglądał następująco: wypłata - rata- rata- rata - rata - czynsz = 100 zł "na życie". A co jeśli znienacka okaże się, że muszę kupić jakieś tabletki na grypę? Też je wezmę na kredyt?
Nie mam możliwości kupienia wszystkich tych rzeczy za jednym zamachem. Niestety moje finanse mi na to nie pozwalają. Wolę sobie podzielić i zaplanować zakupy. Rzeczy potrzebniejsze, mniej potrzebne, zbędne.
I tak zrobiłam remont, powiesiłam karnisze, mam firanki (żeby mi sąsiedzi się w życie nie gapili), mam lodówkę, piec, stare fotele, ławę i łóżko i stolik. TV może poczekać. Tak samo jak wypasiona kanapa i reszta mebli "niezbędnych do życia". Odłożę parę setek to będę miała nową pralkę, żyrandol, szafki do sypialni i inne rzeczy. To musi potrwać. Moja wypłata nie ma sześciu zer ;-) Niestety ;-)
Najzabawniejsze, że często takie propozycje "rat na wszytko" proponują mi ludzie, którzy dopiero skończyli się meblować. 30 lat po wybudowaniu domu. Ewentualnie pada propozycja żebym pozabierała rzeczy od rodzicielki. A ona? Nad tym się nie zastanawiają. Może to ona powinna "pójść" w raty? Dlaczego niby? Ona też się meblowała przez długi czas. Teraz jak już ma wszystko tak jak chciała ma mi to dać?! Niby dlaczego?


Notka inspirowana przez Iw :-)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

27.08.2012

- Miałam ochotę się w Ciebie powtulać. Nie zdążyliśmy!
- Myślę, że powieszenie karniszy było Ci bardziej potrzebne ;-)

piątek, 24 sierpnia 2012

24.08.2012

Dalej nic. Nic nie zrobiłam. Nie mam ochoty na nic. No... może na ucieczkę ;-)
A oto miejsce męki ;-))

czwartek, 23 sierpnia 2012

23.08.2012

Utknęłam. Jakoś mi się nie chce. Nic mi się nie chce!

Pojeżdżę dziś motorem.

Remont od dwóch dni stoi odłogiem. I nie widać szans na poprawę ;-)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

20.08.2012


Umyłam łazienkę. Umyłam to za mało powiedziane. Doszorowałam. Już wiem jakiego koloru są fugi znajdujące się na podłodze. Usunęłam grzyb z kabiny prysznicowej. Widzę, że umywalka jest za mała. Brakuje mi lustra. Żarówki halogenki trzeba będzie wymienić na ledy. Jakoś na razie nie czuję się tam jak u siebie. Choć już trochę bardziej jestem  u siebie niż jeszcze w środę. Kolory pokoi są moje. Nie ma już atmosfery poprzednich właścicieli. Jest czysto. A może raczej powinnam powiedzieć czyściej. Widzę, że kran w kuchni cieknie. Szafki są paskudne. Trzeba będzie w nich wymienić drzwiczki. W którejś tam kolejności. Kolejność to podstawa. Najpierw piec, potem pralka. Gdzieś w międzyczasie jakaś lampa. Na razie w salonie mam pięknej urody lampę, która składa się z zielonego druta i dużej żarówki. Potem TV lub laptop. Na razie nie umiem się zdecydować jeszcze co pierwsze ;-) Przeraża mnie lekko to, że muszę wyszorować ściany w kuchni. Są powleczone tynkiem, z którego należy zmyć całą naleciałość poprzednich lat. Już czuję się przerażona tą perspektywą.
To się wygadałam. 
Teraz tylko czekać końca dniówki i do roboty ;-)

czwartek, 16 sierpnia 2012

16.08.2012

Poszłam po tej jesieni całą sobą ;-)
Jesień gruszkowa i jesień kamionkowa.
Gruszka idzie do sypialni a kamionka do pokoju.

I mam tylko cichą nadzieję, że spod tej jesieni gruszkowej nie wylezie mi ten wściekły pomarańcz po poprzednich właścicielach!

A... i ogromnie się cieszę, że mnie szaleństwo nie ogarnęło i z niebieskim nie wyszłam ze sklepu! ;-)

wtorek, 14 sierpnia 2012

14.08.2012



Był malarz.
Moja rodzicielka funduje mi jego pracę a ja skupiam się na farbach.
Jak na razie waham się pomiędzy "jesienią lnianą" a "jesienią kamionkową".
"Jesień pieczarkowa" mogłaby być do sypialni. Ewentualnie "jesień gruszkowa".
Zobaczymy z czym wrócę do domu ;-)

Aha. Żebym jeszcze nie zapomniała o karniszach!

piątek, 10 sierpnia 2012

10.08.2012

Czuję się lekko przytłoczona wszystkim co dziś MUSZĘ.
A marzy mi się tylko spokój i lenistwo.



A rano to już jest zimno gdy wychodzę do pracy!

czwartek, 9 sierpnia 2012

09.08.2012


Skaner nie chce ze mną współpracować, ekspres nie chce mi zrobić kawy. Nie poddałam się jednak. Mam i skany i kawę. I całkiem nieźle zapowiadający się dzień w zanadrzu ;-)

wtorek, 7 sierpnia 2012

7.08.2012

Dorosłam do tego by zostać żoną, matką, gospodynią, opiekunką ogniska domowego... kobietą niepracującą. Zajmującą się domem. Jak dawne kobiety. A "pracowałabym" tylko w ramach rozrywki.
Potrzebuję męża, który mi to umożliwi.
Kto wymyślił by kobiety pracowały zawodowo?!
W dupi* mam karierę!


Jakieś pomysły?

sobota, 4 sierpnia 2012

4.08.2012


- pomaluje mi pan sufity?
- ale to SAME sufity?
- resztę będę musiała pomalować sama bo chyba mnie nie stać na tę usługę.
- co pani?! ja to pani tak policzę, że będzie panią stać. mówi pani kiedy, przychodzę, oglądam, wyceniam i zaczynam. spokojnie. będzie dobrze.

Remont chyba można uznać za rozpoczęty ;-) Machina ruszyła.
Właśnie się też okazało, że na NIC mnie nie stać ;-)

piątek, 3 sierpnia 2012

3.08.2012


Znalazłam u Idy tekst, który muszę zacytować. Ale i nieco przerobić pod siebie ;-)


Jestem KOBIETĄ wiec:

- Nie czytam żadnych instrukcji. Wciskam guziki, aż zadziała.
- Nie potrzebuje alkoholu, żeby narobić sobie obciachu. I bez alkoholu daję radę.
- Nie jestem rozkapryszona, tylko "emocjonalnie elastyczna".
- Nie mam żadnych dziwactw. To są "special effects"
- Pożeram tabliczkę czekolady nie z zachłanności ale z powodu "trudnych dni"
- Kobiety powinny wyglądać jak kobiety, a nie wytapetowane kości.
- Przebaczyć i zapomnieć? Ani nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzheimera.
- My kobiety jesteśmy aniołami, a gdy się nam podetnie skrzydła, lecimy dalej - na miotle. W końcu jesteśmy elastyczne.
- To nie jest żaden tłuszcz. To "erotyczna powierzchnia użytkowa".
- Gdy Bóg stworzył mężczyznę, obiecał, że idealnego faceta będzie można spotkać na każdym rogu.... a potem uczynił ziemię okrągłą.
- Na moim nagrobku niech będzie napis: "Co się głupio gapisz? Też bym wolała leżeć teraz na plaży!"

czwartek, 2 sierpnia 2012

2.08.2012

zdjęcie via: zielone-buty.blogspot.com
A o poranku w firmowej kuchni...
- Nie miałam pojęcia, że ty jesteś panną. Byłam przekonana, że masz męża. W takim razie mam tu kogoś do Ciebie ;-)
- A to dawaj! Jeszcze chwila i będę wolna ;-)