Pojechaliśmy na koncert, który właśnie się skończył. Nie należy wierzyć internetowi. Nie należy. W zamian poszliśmy coś zjeść. Zjedliśmy i szkoda było kończyć taki niespodziewany wspólny wieczór. Dotarliśmy do mieszkania Anioła i zostaliśmy do niedzielnego południa.
Wkurza mnie czasem. Wkurwia właściwie należałoby powiedzieć. Potem jednak robi coś takiego fajnego, normalnego, że myślę sobie, że ideały nie istnieją i jest mi dobrze. I było dobrze.
Pojechałam sobie na obiad do Rodzicielki i po powrocie zaległam na KANAPIE! Tak! Od soboty mam kanapę! I przeleżałam na niej większą część niedzieli ;-))
Gratuluję nowej kanapy! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :-) Muszę jej zrobić zdjęcie... bo mam ochotę sie pochwalić ;-)
Usuńoch, to moje drugie ulubione miejsce!
OdpowiedzUsuńzaraz po kącie między szafą i stolikiem oraz przed fotelem
;-)
masz widzę milutki kącik w domu ;-))
Usuń